Wszystko zaczęło się w listopadzie 2010, kiedy Stuart kupił nową parę butów do biegania. W dziewięć miesięcy z “couch potato” staje się przyszłym uczestnikiem London Marathon 2012.
Stuart, połknąłeś ostatnio “bakcyla biegania”. Jak do tego doszło?
Po wielu (wielu!) latach wygodnego siedzenia na kanapie, zdecydowałem, że dosyć mam już odwlekania spraw. Kupiłem parę nowych jaskrawych butów z dobrą amortyzacją, obowiązkowe getry i kolorową koszulkę!
Czy można powiedzieć, że zainspirowal Cię artykuł o Łukaszu opublikowany na naszej stronie?
Chciałbym móc powiedzieć, że to przykład Łukasza przechylił szalę., Jednak stało się to raczej z bardziej prozaicznego powodu – miałem nadwagę i czułem się wyjątkowo nie w formie. Mój lekarz delikatnie zasugerował, abym zastanowił się nad odrobiną ruchu. Nie jestem pewien czy mówiąc to, miał on na myśli zostanie biegaczem długodystansowym!
Jak wyglądały początki? Opowiedz o swoim treningu.
Zmagając się z zimnem i śniegiem (!), rozpocząłem swoją drogę do odkupienia. Warto dodać, że byłem zapalonym piechurem zanim zacząłem biegać (chodziłem do pracy zamiast jeździć pociągiem), więc i okazało się, że bieganie nie było dla mnie aż takie trudne. Moje ciało dobrze zareagowało na zmianę tempa i w ciągu ostatnich miesięcy byłem w stanie zwiększać obciążenia treningowe z tygodnia na tydzień.
Jak na razie, odpukać w niemalowane, poza okazjonalnym bólem, moje stare ciało zmuszone do działania, spisało się nader dobrze (zwłaszcza moje kolana, na które, na szczęście, nie mogę jeszcze narzekać).
Jestem niemal pewny, że dzięki bieganiu czuję się o wiele lepiej niż wyglądam! W moim przypadku, to uczucie jakbym mógł być znowu młody! :-)
Jesteś konsultantem IT. Podejrzewam, że technologia może mieć tu swój udział?
Tak, masz rację. Technologia też miała tutaj swój udział; zainwestowałem w zegarek z GPSem (jeśli mamy reklamować konkretny produkt: Garmin Forerunner 110!). Lubię śledzić treningi na mapie oraz podziwiać swoje postępy.
Teraz regularnie biegam po około 30-40km tygodniowo; jest to coś, czego nie byłbym w stanie sobie wyobrazić jeszcze kilka tygodni temu, zanim zacząłem brać udział w „Fun Runs”.
Moja żona śmieje się z tej nazwy: “ludzie płacą, żeby to robić?” – tak :-)
W ilu biegach już wziąłeś udział?
Dotychczas przebiegłem dwa biegi na 10km Jeden niedaleko miejsca, gdzie mieszkam chcąc zobaczyć jak mi pójdzie. Ostatnio biegłem też BUPA London 10K.
Dwa biegi i dwie życiówki!
BUPA London 10K był świetnym biegiem – trasa ulicami Londynu; obok pałacu Buckingham, Big Bena, do City i z powrotem. Wystartowało ponad 10,000 zawodników o różnych poziomach: od przebierańców zbierających pieniądze dla organizacji charytatywnych do atletów światowej klasy.
Ja również biegłem dla organizacji charytatywnej. Zdecydowałem jednak, że przebranie w niewygodny kostium to nie dla mnie. [oto strona JustGiving, na której można przekazać darowiznę]. Jestem dumny, że dobiegłem około 2,200 miejsca, 172 w mojej kategorii wiekowej, ustanawiając mój nowy rekord życiowy: 52 minuty 30 sekund.
Co dają Ci zawody?
Dla mnie zawody są dobre, ponieważ celami regularnych treningów. Poza tym przynoszą dodatkową motywację, której czasami potrzebuję, aby wyjść na trening po pracy.
Wcale nie zamierzam się zatrzymać na tym etapie. Zapełniłem już terminarz na następnych kilka miesięcy: dwa kolejne lokalne wyścigi, ćwierć maraton i jeszcze jeden bieg na 10km, a potem półmaraton w Brukseli w październiku. W obawie przed powrotem do moich starych nawyków podczas zimy, zapisałem się też na London Marathon 2012 następnej wiosny.
Na koniec, to samo pytanie, które zadałem Łukaszowi: jakie rady dałbyś nieusportowionym czytelnikom?
Dla wszystkich tych, którzy jeszcze nie dali bieganiu szansy – SPRÓBUJCIE! Kupcie parę dobrych butów, załóżcie cokolwiek, co się Wam podoba i nie martwcie się, co mogą pomyśleć inni.
Zacznijcie od lekkich spacerów/joggingu, a przy odrobinie szczęścia zaczniecie się zastanawiać „dlaczego wcześniej tego nie zrobiłem?!”